Sun18112018

Ostatnie zmiany10:00:00 PM GMT

Tylko taniec

  • PDF
Ocena użytkowników: / 8
SłabyŚwietny 
  • poprzedni
  • 1 z 13
  • następny

Rozmowa z Anną Kiermaszek, instruktorką tańca, która poprzez ruch wyraża siebie, swoje emocje, miłość do przyrody i ludzi, szczególnie dzieci.
 
Zapytam na początek o to, o co zwykle się pyta na wstępie: jak zaczęła się Twoja przygoda z tańcem?
Zaczęłam tańczyć, gdy miałam 7 lat. Na zajęcia zostałam wysłana z powodu nadmiaru kilogramów (śmiech!). Było to dla mnie ogromne przeżycie, bo byłam wtedy bardzo nieśmiała, najmłodsza i na dodatek najmniejsza w grupie.

Gdzie stawiałaś swoje pierwsze taneczne kroki?
Zaczęłam w Rybnickim Centrum Kultury. Tam spędziłam kilka lat. Szybko zrozumiałam, że taniec jest moją pasją i jednocześnie sposobem na pokonanie nieśmiałości. Każdy występ był niesamowitym przeżyciem i wielkim stresem, ale z każdym szło mi lepiej; takie pokonywanie samej siebie.
 
A co było dalej?
Uczyłam się tańca do 19 roku życia, w sumie w trzech grupach. Moje życie było całkowicie podporządkowane harmonogramowi zajęć, liczyły się tylko terminy występów i wyjazdów. Tym żyłam. Najwięcej nauczyłam się w zespole Kaprys prowadzonym przez panie Jolantę Pastuszko i Ewę Barską. To dzięki nim do dzisiaj tańczę. A to, jaką ogromną pracę wykonały, zrozumiałam dopiero teraz, kiedy sama uczę. Z tego zespołu wywodzi się zresztą kilka instruktorek i zawodowych tancerek. Potem przyszła ochota na coś „doroślejszego” i większość świetnych technicznie dziewczyn i chłopaków uciekła do starszego zespołu Mad Mil. Za co powinniśmy chyba przeprosić (śmiech!). Potańczyliśmy jeszcze kilka lat razem i przyszedł czas na studia. Każdy poszedł w swoją stronę – grupa się rozpadła.

 
A Tobie pewnie ciągle w głowie wirował taniec?
Wydawało mi się przez moment, że wystarczy, że pora z tym skończyć. Nigdy nie chciałam być tancerką, nie traktowałam tego jako przyszłego zawodu, a raczej jako hobby.W 2008 roku koleżanka poprosiła mnie o zastępstwo na zajęciach z siedmiolatkami i tak na nowo zaczęła się moja przygoda z tańcem. Tym razem jako instruktora. W tym czasie równocześnie studiowałam biotechnologię na Uniwersytecie Śląskim, a zajęcia taneczne z dziećmi miały być tylko zajęciem dodatkowym.
 
Nie byłaś jakoś wewnętrznie rozdarta, wszak biotechnologia z tańcem niewiele ma wspólnego?
Oczywiście, że byłam. Studia i nauka dawały mi wiele satysfakcji. Świetnie się czułam w laboratorium. Jednak żeby robić coś naprawdę dobrze, trzeba się temu poświęcić. A w tym wypadku jedno zaczęło wykluczać drugie. Długo wahałam się, jaką drogą pójść. Ale tak naprawdę wszystkie wątpliwości co do tego, czym powinnam się zająć „na poważnie” rozwiały same dzieci i ich rodzice, którzy przychodzili na zajęcia z takim zapałem i radością, że nie mogłabym już przestać tego robić. Poza tym miałam szczęście i w odpowiednim momencie trafiłam na ludzi, którzy pokazali mi nowe możliwości rozwoju i ułatwili podjęcie decyzji. No i wybrałam!

 
Jednym słowem, uzależniłaś się od tańca i uczenia tańczenia innych?
Uzależniłam się od dzieci, mam do nich wielką słabość. Uzupełniłam wykształcenie o pedagogiczne. Każdy ma jakiś talent. Ja dostałam w prezencie łatwość nawiązywania kontaktu z dziećmi. A że z całego serca wierzę, że aktywność fizyczna (w tym również taniec) jest czymś koniecznym do zdrowego i szczęśliwego życia, więc czuję się w obowiązku, żeby przekazywać i zachęcać do tego dzieci. Bo czym skorupka za młodu…

W sumie tańczy w Rybnickim Centrum Kultury ok. 40 dzieci. Kilkanaście w szkole StepArt w Żorach, kilkadziesiąt w Woszczycach. Jeżdżę również do przedszkoli. W ciągu tygodnia tańczy ze mną około 100 dzieci. I znam imię każdego z nich (śmiech!). Jestem przekonana, że to, co robię, ma sens; widzę to w „moich” dzieciach, które z wielkim zapałem biorą udział w zajęciach. A poza tym znajduję uzasadnienie mojej pracy w nauce, do czego przekonał mnie dr hab. Piotr Błajet z Uniwersytetu im. M. Kopernika. Rozpoczęłam właśnie przygotowania do pracy doktorskiej, a moim obszarem zainteresowań jest pedagogika ruchu oraz wpływ ruchu, dotyku i wspólnej zabawy na dzieci i rodziców.

 
Żeby tego było mało założyłaś firmę, również związaną z twoją pasją.
Tak, w tym roku otworzyłam firmę Dance4Kids i postanowiłam zarażać moją pasją dzieci i rodziców nie tylko w Rybniku. Na moje zajęcia mogą przychodzić dzieci z różnych miast i miasteczek, ja sama również dojeżdżam do odległych miejsc, szkół, przedszkoli, ośrodków kultury. Związana jestem ze szkołą tańca StepArt w Miejskim Ośrodku Kultury w Żorach, która posiada bardzo bogatą propozycję dla wszystkich lubiących taniec, w każdym wieku i na każdym poziomie zaawansowania. Wszystkie informacje i grafik zajęć znajdują się na stronie www.facebook.com/stepart.zory.Zapraszam wszystkich z Żor, Orzesza i okolic.
 
Wiem, że prowadzisz zajęcia również w jednej z orzeskich szkół, w Woszczycach, opowiedz coś o nich.
Dzięki dofinansowaniu z Urzędu Miasta w Orzeszu i Stowarzyszeniu Kulturalno-Społecznemu Piwnica z Woszczyc dzieci z tamtejszej podstawówki i oddziału przedszkolnego mogą brać udział w moich zajęciach. Dzieci tańczą w czterech grupach wiekowych: dwie grupy przedszkolne oraz grupy dzieci z klas 1-3 i 4-6.

 
Jak wyglądają te zajęcia?
W zajęciach dla przedszkolaków wykorzystuję zdobyte doświadczenie w pracy z małymi dziećmi, elementy metody ruchu rozwijającego i zabawy z chustą Klanzy, natomiast starsze dzieci mają szanse poznać podstawowe elementy tańca nowoczesnego i jazzu. Tworzymy również wspólnie układy do znanych przebojów, które, z tego co się dowiedziałam, zostały już wykorzystane na szkolnej dyskotece, z czego oczywiście bardzo się cieszę. Głównym założeniem jest dobra zabawa, zainteresowanie dzieci tańcem i zachęcenie do aktywnego spędzania wolnego czasu.


 
Wspomniałaś o metodzie ruchu rozwijającego, na czym ona polega?
Metoda ruchu rozwijającego Weroniki Sherborne oparta jest na teorii Rudolfa von Labana, który uważał, że ruch jest wyrazem ludzkiej aktywności, zaś stałe ograniczanie go prowadzi  do wzrastania wewnętrznego napięcia, stresów i zahamowań, a w konsekwencji jest przyczyną utraty wiary we własne możliwości, zamykania się w sobie, unikania kontaktów z otoczeniem. Weronika Sherborne swoją metodę opracowała na podstawie długoletniej pracy z dziećmi upośledzonymi umysłowo. Ale zdecydowanie sprawdza się także w pracy ze zdrowymi dziećmi, jak również z dorosłymi! Główna idea metody ruchu rozwijającego mówi, że posługiwanie się ruchem jest narzędziem wspomagania rozwoju psychoruchowego dziecka i terapii zaburzeń tego rozwoju, jeśli takie występują. Opracowany przez Sherborne system ćwiczeń wywodzi się z naturalnych potrzeb dziecka, zaspokajanych w kontakcie z dorosłymi w trakcie tzw. baraszkowania. Głównymi walorami tej metody są prostota i naturalność.
            Pracując w Rybnickim Centrum Kultury, stworzyłam program dla najmłodszych dzieci oparty właśnie na Metodzie Ruchu Rozwijającego, w których uczestniczą dzieci wraz z opiekunem (rodzicem, babcią, starszym rodzeństwem). Najmłodszy uczestnik ma 16 miesięcy! Posiadam certyfikat, który jest świadectwem ukończenia kursu w zakresie posługiwania się ruchem, jako narzędziem wspomagania rozwoju psychoruchowego dzieci.

 
A czy dorośli chętnie uczestniczą w tego typu zabawach? Nie mają żadnych zahamowań?
Oj, mają! (śmiech). Dla dzieci ruch to normalna sprawa, naturalna potrzeba, a dla dorosłych już niekoniecznie, tzn. wielu z nich nie zdaje sobie sprawy, jak to jest istotne. Wielu z nich na nowo podczas moich zajęć odkrywa, jak ważna jest zabawa z dzieckiem, kontakt z nim poprzez szeroko rozumiany ruch. Biegając, turlając się, skacząc, dzieci uczą się funkcjonowania w przestrzeni, tańcząc i wykonując ćwiczenia w parach, poznają swoją siłę i uczą się ją kontrolować, bawiąc się w grupie, nawiązują bliski kontakt z pozostałymi uczestnikami, nawiązują więzi, okazują emocje i uczą się szacunku dla innych. Jest to dla dzieci świetny sposób na poznawanie siebie, swojego ciała, trenowanie sprawności  i budowanie poczucia własnej wartości. Jest to również idealny wstęp do przygody z tańcem lub każdym innym sportem!

Nasze ciało i nasz ruch pokazuje naszą osobowość. A dowodem na to, jak bardzo z wiekiem się zamykamy i ograniczamy, są prowadzone przeze mnie zajęcia z najmłodszymi. Taka zabawa jest zdecydowanie większym wyzwaniem dla dorosłych niż dla dwulatków. Dorośli potrzebują co najmniej kilku zajęć, żeby poczuć się na sali swobodnie i zacząć tańczyć, biegać i łapać się za ręce! Ale kiedy już się to uda, zaczynają się bawić ze swoimi dziećmi, jak… dzieci. Korzyść jest obustronna!

Osoby chętne do udziału w zajęciach prowadzonych przez Annę Kiermaszek proszone są o kontakt: www.facebook.com/dance4kids.eu(tel. 605 996 747).
 


 

Komentarze  

 
+1 #1 Gniewosz 2012-11-03 14:04
wywiadu nie czytałem, ale niunia pierwsza klasa
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Podobne Notki:
11 czerwca Komenda Powiatowa Policji w Mikołowie wespół z Wojewódzkim Ośrod
Lodowisko w Mikołowie otwarto z wielką pompą 1 grudnia. Były gwiazdy sportu na czele z Mari
Na zaproszenie Miejskiego Ośrodka Kultury w Orzeszu przyjechał podróżnik fotograf ro
22 lutego o godz. 18 w Restauracji „Skałka” w Świętochłowicach odbędzie się w
Prezentujemy pierwszy film z cyklu „Bohater swoich czasów” pt. „Zbiera
podziel się tą notką ze znajomymi!
współpraca