Wed14112018

Ostatnie zmiany10:00:00 PM GMT

Kim jest Fredmentor?

  • PDF
Ocena użytkowników: / 6
SłabyŚwietny 


W piątek, 21 września, na inauguracyjnym wieczorze z kinem niezależnym odbył się pokaz filmów „Made in Silesia” oraz spotkanie z autorem, Markiem Stańczykiem. Kim jest twórca, który w internecie znany jest przede wszystkim jako Fredmentor? Filmowcem i fotografem, artystą samoukiem, zafascynowanym architekturą przemysłową na Śląsku. Tworzy projekty multimedialne obrazujące przemianę górnośląskiego krajobrazu, prezentacje fotograficzne oraz filmy dokumentalne, którym nadaje formę teledysków.

Pierwszym filmem zaprezentowanym na pokazie był „Proces” (2007 r.) z muzyką Nine Inch Nails. Kolejne filmy pochodziły już z serii „Made in Silesia”, którą Marek zdobył popularność nie tylko w Polsce. Jego filmy zostały nagrodzone także na festiwalu Techne w Ostravie. Z pewnością zasłużenie. Autor porusza serca widzów, ukazując krajobraz, który jest bezmyślnie niszczony, jednocześnie utrwalając go i zachowując dla kolejnych pokoleń. W jego pracach nietrudno doszukać się próby interwencji i sprzeciwu wobec biernej postawy władz, zezwalających na to, by najpiękniejsze śląskie konstrukcje w zastraszającym tempie znikały z naszego krajobrazu. (na podst. www.filmowepoludnie.pl).

 


A co sam artysta mówi o swojej pasji w rozmowie z organizatorem spotkania – Wojtkiem Szwiecem.


           
Wojtek Szwiec: Jak udaje Ci się wchodzić na tereny zakładów przemysłowych i na dodatek z kamerą? Człowiek z takim sprzętem może być źródłem potencjalnego zagrożenia, może być niewygodny, bo pokazać coś, czego zarządzający zakładem mogliby nie chcieć pokazać.


Faktycznie, na wielu obiektach nie byłem mile widziany w 2007, 2008 czy w 2009 roku. Teraz współpracuję z kilkoma firmami, które zajmują się likwidacją kopalń, do których kiedyś byłem dość agresywnie nastawiony, ale jak sobie to głębiej przemyślałem, to doszedłem do wniosku, że to nie oni tak naprawdę to likwidują, nie oni są za to odpowiedzialni, tylko ich zleceniodawcy. Jak z nimi porozmawiałem, to doszliśmy do pewnego konsensusu, że skoro to musi zostać zlikwidowane, to niech to chociaż zostanie porządnie zarchiwizowane.

W 2006 roku jak fotografowałem obiekty pokopalniane, wymyśliłem sobie, że przygotuję album fotograficzny na temat wszystkich kopalń, które są w kraju. I od tamtej pory sukcesywnie sobie ten materiał zbieram. W zeszłym roku dostałem stypendium Marszałka Województwa Śląskiego, które pootwierało mi parę furtek. Zacząłem być postrzegany bardziej poważnie, jako osoba, która ma konkretny plan. Dostałem również stypendium Ministra Kultury, dzięki któremu dostałem kilka zezwoleń od dużych firm na wykonywanie zdjęć i filmowanie. I to wszystko pootwierało przede mną drzwi, do tej pory głucho pozamykane.


WS: Fredmentor – skąd wzięła się ta ksywa?

Pod takim nickiem występuję w sieci, wymyśliłem go sobie 11 lat temu na potrzeby artystyczne, choć wtedy zajmowałem się muzyką. Kiedyś miałem pseudonim Fred-mark. Fred dlatego, że słucham muzyki Queen i potem doszło mentor, bo lubiłem pouczać. Jestem w sieci już kojarzony, wielu wie, że Fredmentor to Marek Stańczyk, czyli ten, który robi filmy o kopalniach. Spodobała mi się ksywa, bo dobrze i mocno brzmiała i tak zostało.


WS: Mówiłeś, że jesteś bardziej znany w Czechach niż w Polsce, z czego to wynika?

W Czechach sobie bardzo cenią zabytki przemysłowe, bardziej niż u nas, dlatego kiedyś krytykowałem nasze władze pod tym kątem. Czesi chcą żeby pokazywać te zabytki takie, jakie są, czyli w stanie naturalnym. W Polsce jak się coś odnawia, to wygląda to tak, jakby to było ledwo co postawione, jeśli w ogóle się coś u nas ratuje. Chciałbym zmienić to podejście, żeby jednak zainwestować w tę historię, żeby ją uchronić przed zniszczeniem, rozniesieniem przez złomiarzy. Za 10 lat obudzimy się z ręką w nocniku i zdamy sobie sprawę, że było coś ważnego i szkoda, że tego już nie ma, ani żadnych śladów.


WS: I wtedy przyjdą do Marka Stańczyka i poproszą, żeby im puścić film o nieistniejącej kopalni…

Ja wiem, że nie każdego może ten temat interesować, że nie każdy może lubić taką muzykę (która jest bardzo rockowa, przyp. red.), ale zawsze kiedyś przychodzi taka refleksja nad historią, nad minionymi czasami, zastanowienie nad sobą, kim jestem na tle tej historii. I faktycznie, kiedyś tak może być, że ktoś do mnie zapuka z pytaniem o industrialną stronę historii Górnego Śląska.


WS: A Czesi jak Cię znaleźli?

To było na festiwalu Techne w Ostravie. Czytałem o nim w 2008 roku i już wtedy wiedziałem, że to jest fajna rzecz, widziałem filmy, które ludzie tam prezentowali, ale ja wtedy miałem jeszcze zbyt mało, żeby się z tym pokazywać. W 2009 roku przez miesiąc siedziałem i bez przerwy montowałem „Made in Silesia” i powstały wtedy trzy jego części: Symbole, Zmierzch i Likwidacje, które wysłałem do Czech. Dostałem zaproszenie, ale nie pojechałem z braku finansów, a później się okazało, że miałem wszystko opłacone przez organizatora (śmiech). W tym czasie zaczęło odzywać się do mnie wiele osób, że podoba im się to, co robię, żebym też do nich przyjechał nakręcić film itp. i to mnie wtedy bardzo podbudowało.


WS: Jakie masz plany związane z tą pasją?

Nadal zamierzam zbierać materiały do mojej książki, myślę, z półtorej roku to jeszcze potrwa. To ma być książka, która będzie przede wszystkim prezentować kopalnie, również te, których już nie ma. Przez ostatnie sześć lat gromadziłem stare książki polskie, niemieckie, które pokazują ten stary Śląsk. Cały czas zbieram zdjęcia od różnych znajomych i kolekcjonerów.

Często, jeżdżąc po różnych śląskich miastach, przystaję przy jakichś starych familokach i spotykam różnych ludzi, z którymi rozmawiam. Są wśród nich zarówno negatywnie nastawieni do tego, co robię, i tacy, których interesuje moja pasja i chętnie mi pomagają, dając mi swoje zdjęcia, niektóre bardzo archiwalne. Mam nadzieję, że do trzech lat ta książka się ukaże. To będzie publikacja poświęcona temu, co jest, a co może za niedługo zniknąć.

Mam nadzieję, że za, dajmy na to, 50 lat ktoś weźmie do ręki tę książkę i powie: „super, że komuś się chciało taką robotę odwalić”. Myślę, że nawet historycy będą mogli z mojej książki skorzystać. Uważam, że taki zbiór zdjęć będzie mógł być fundamentem, źródłem dla historyków, którzy będą chcieli coś opisać z przeszłości. Takie książki w latach 50. i 60. były wydawane, można je kupić na różnego rodzaju aukcjach, ale to były książki wydawane dla pracowników zakładów, tak jak zresztą do tej pory się dzieje. A moja propozycja będzie dostępna dla wszystkich. To będzie taki album artystyczno-dokumentacyjny.  

 




Więcej filmów można zobaczyć na profilach Marka:

http://www.youtube.com/user/fredmentor

 


 
 
 
 
 
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Podobne Notki:
Mimo kapryśnej aury, zaplanowane na Dzień Dziecka atrakcje odbyły się a frekwencja dopisał
Ostatnia sobota listopada w Miejskim Ośrodku Kultury w Orzeszu była bardzo twórcza.
Na swoim dorocznym balu przebierańców bawili się we wtorek mieszkańcy Domu Pomocy Spo
Mnóstwo dzieciaków młodszych i starszych w odświętnych strojach i niecodziennych
W poniedziałek, 17 września, w siedzibie Centrum Społecznego Rozwoju w Łaziskach Średnich
podziel się tą notką ze znajomymi!
współpraca